Sala Konferencyjna Ossolineum, Wrocław | 18 października 2026 roku o godzinie 16:00
Serdecznie zapraszamy na spotkanie z Piotrem Wojciechowskim — prozaikiem, reżyserem filmowym, autorem książek dla dzieci i publicystą, od dziesięcioleci obecnym w polskiej literaturze.
Rozmowa będzie krążyć wokół gór i ludzi, którzy po nich — i pod nimi — wędrują. Punktem wyjścia będzie najnowsza książka pisarza, Kartki holnym potargane, z kronik Podhalańskiej Akademii Wiedzy (Wydawnictwo Volumen, 2026), ale sięgniemy też do wcześniejszego Złego wiatru oraz do Czaszki w czaszce — powieści, która w 1970 roku otworzyła jego pisarską drogę i do dziś ma status kultowej. Nie zabraknie też miejsca na wiersze autora — w tej części spotkania oddajemy głos jemu samemu.
Piotr Wojciechowski (ur. 1938 w Poznaniu) jest absolwentem geologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserii w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. W 1978 roku otrzymał Nagrodę Fundacji im. Kościelskich.
Z głębokim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Jerzego „Bodka” Sławińskiego – wieloletniego członka Sekcji Grotołazów Wrocław, geologa, grotołaza i przyjaciela wielu pokoleń sekcyjnych.
Dla wielu osób pozostaje symbolem legendarnych czasów spotkań sekcyjnych w piwnicy w Rynku. Wspominany jest jako człowiek serdeczny, pogodny i zawsze gotowy do rozmowy – zarówno o jaskiniach, jak i o życiu.
Poniżej wspomnienie którym podzielił się Wiesław Kliś – Chemik:
Bodek (albo bardziej intymnie, w żargonie sekcyjnym tamtych czasów, Pan Bodek) był wieloletnim członkiem Sekcji, który zawsze kojarzy mi się z legendarnymi już dzisiaj czasami spotkań sekcyjnych w piwnicy w Rynku. Poznałem go wiosną 1968 roku, będąc kursantem. Wtedy byłem na pierwszym roku, podczas gdy Bodek pracował nad swoim magisterium z geologii. Wyjaśnił mi, jaka jest różnica między typowymi jaskiniami jurajskimi a jaskinią w Stolcu w metamorficznym wapieniu. Pamiętam, że gdzieś późną wiosną następnego roku, idąc do Instytutu Fizyki, spotkałem Bodka z małżonką i z malutkim dzieckiem na ręku (jeśli pamięć nie myli, w beciku) na moście Uniwersyteckim. Biło od nich jakieś nieopisane szczęście. „To jest nasza córeczka” – powiedział Bodek. I dodał: „Wyjeżdżamy na Śląsk, bo właśnie obroniłem”. Była to bardzo szczęśliwa trójka. Od tamtego czasu Bodek więcej działał w Sekcji w Dąbrowie Górniczej. Poprzez lata spotykaliśmy się wielokrotnie na Jurze, w Tatrach i oczywiście na zjazdach rocznicowych Sekcji. Pewnej zimy (74/75), w Sylwestra, podczas gdy Mariola z oddelegowaną grupą kursantów organizowała imprezę noworoczną, z Bodkiem postanowiliśmy udać się na akcję fotograficzną w górne partie Jaskini Miętusiej, aby robić zdjęcia w jeziorkach na pontonie. Zyta i Sylwia zgodziły się zostać modelkami, a Cezary dołączył jako ekipa. Udaliśmy się do Harnasia na wzmacniający posiłek, w czasie którego dołączył do nas grotołaz z Krakowa i powiedział nam, że jest sytuacja w Czarnej. Poprosił nas, abyśmy dołączyli do Śmiałka, który już jest w drodze do Czarnej, i że GOPR już jest zawiadomiony. Szybko przepakowaliśmy się. Kursantki ze sprzętem fotograficznym i pontonem wróciły do bazy. Pod otworem doszliśmy Śmiałka. Powiedział nam, że chłopak z uszkodzoną nogą jest przy Szmaragdowym i że chodzi o to, aby wyciągnąć go ze Smolucha, nim GOPR się pojawi… Wiele lat później spotkałem Bodka z córką, już dorosłą kobietą, grotołazem oczywiście, na zjeździe w Sokolcu. Widzieliśmy się też w Międzygórzu kilka lat temu. Bodek jest znany jako grotołaz i geolog, ale tylko kilka osób wie, że był również numizmatykiem i miał imponującą kolekcję monet. Pamiętam, że przed laty dałem mu dwie ceramiczne monety księstwa ziębickiego (moi rodzice mieli kilka i byli zadowoleni, że mogą wzbogacić jego kolekcję). Bodek zapewniał mnie, że to były prawdziwe monety. Bodziu, pozostawiłeś nas w smutku, ale bądź szczęśliwy na nowej, niezmierzonej wyżynie niebiańskiej.”
Jerzy „Bodek” Sławiński odszedł 28 kwietnia 2026 roku. Świecka ceremonia pogrzebowa odbędzie się w sobotę 16 maja 2026 roku o godzinie 11:00 w kolumbarium cmentarza św. Barbary przy ul. Starocmentarnej w Dąbrowie Górniczej. Rodzina prosi, aby zamiast kwiatów wesprzeć zbiórkę dla chorego na DMD Franka Suligi: https://www.siepomaga.pl/frank Po ceremonii przewidziane jest spotkanie przy kawie i herbacie w klubie SDG. Rodzinie i Bliskim składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Dawno, dawno temu, gdy odległa Skandynawska kraina śniegu i lodu o nazwie Rjukan, brzmiała dla mnie równie egzotycznie co Anchorage,a Telemark podobnie jak Kandahar kojarzył mi się z moimi początkami na nartach marki Regle 😏 Pojawił się pomysł. Ktoś rzucił: A wiecie, że przez Sund zbudowali most, podobno drugi na świecie? Może pojechać, zobaczyć no a potem do Norwegii na lody? To nie to, że bez mostu było to niemożliwe, ale jakoś z tymi promami… no sztormy, Heweliusze 😉 Oczywiście żartuje, chcieliśmy zaliczyć Kopenhagę i most, więc zapakowani po czubek sprzętem i żarciem, pojazdem marki Citroen C-15 zwanym pieszczotliwie ,,Budką” pomknęliśmy rączo przez dawne NRD 😉 Danię, Szwecję do Norwegii. Oj, to była podróż. Auto to było typowym blaszakiem, stworzonym raczej na inne klimaty. Pasażerowie tylnego rzędu siedzieli w puchówkach ze śpiworami na kolanach, a kierowca i ten obok, mieli do wyboru, albo zamarznięte szyby albo nogi 😃 Okrutnie spawało. Większość granic pokonaliśmy płynnie. Na norweskiej kazano nam zjechać na bok. Przed nami stał już zdezelowany bus na polskich tablicach. Jego pasażerowie, o aparycji i stylówie wskazującej na proletariat, wyciągali z wnętrza kolejne pakunki – skrzynie z wekami, jajami, ziemniaki, cebulę, no i zgrzewy piwa i wódę pozyskanie niedawno w promowej Balatonie. Po minie strażników – celników coś było nie halo. 🤔 Zaniepokojeni, bo przecież też wieźliśmy żarcie i płyny, otworzyliśmy panu celnikowi ,,Budkę”. Na wierzchu oczywiście były liny, czekany, kaski i inne wspinaczkowe rupiecie. Wcześniejsze zimne spojrzenie pana w mundurze rozjaśnił lekki uśmiech. – Climbing, ice climbing? – Rzucił.
– Tak! Yes znaczy, Telemark, Rjukan!😃 – Pan machnął by jechać. Odprowadziło nas nienawistne spojrzenie jarającego szluga kierowcy naszych rodaków. I tak po ćwierć wieku, ponownie miałem przyjemność pojechać do Rjukan, w zacnym towarzystwie, w innych już czasach, innych okolicznościach. Tak jak wtedy byłem najmłodszym uczestnikiem tak dziś najstarszym. Niezmienne były tylko uroki zimowej Norwegii 🙂 O których napisze teraz Ola z Szymonem😉
Marek
Po tym przydługim i przynudnym wstępie z zamierzchłych czasów mchu i paproci… 😉
Zimowe wyjazdy zaczęliśmy planować w pracy by umilić sobie czas na wygnaniu. Kilka telefonów i udało się w moment zorganizować ekipę w składzie: Ewa, Kasia, Paulina, Jacek, Marek, Krzyśków dwóch, Ligia i my. Niestety jak zwykle nie mamy wspólnego zdjęcia… Dwa lata temu było Hemsedal. Rok temu byliśmy za kołem podbiegunowym. W tym roku wybór padł ponownie na przyjemne i łatwo dostępne (mówię o podejściach pod lody nie o przyjeździe z Polski) Rjukan.
Wszyscy karnie stawili się na parkingu przy stanowisku Kozioroga Dębosza, skąd dwoma zatowarowanymi busami pojechaliśmy na północ.
Pierwszego dnia na rozeznanie poszliśmy do mało uczęszczanego Gausetdalen. Przywitała nas tam szeroka ściana lodowa, piękny kanion prawie zamarzniętej rzeki z mnogością opcji wspinaczkowych. Nadal mnie zachwyca w jak bajkowe formacje potrafią zamarzać wodospady.
Drugiego dnia plan był ambitny. Mnie Ewa podpuściła, że zrobię Vermorka prawego, a reszta ekipy miała iść głębiej w wąwóz poszukać trudności. Niestety od pewnego miejsca śniegu było po pas, więc po pierwsze dojście na koniec doliny byłoby wyjątkowo czasochłonne, a po drugie przy tej ilości śniegu zagrożenie lawinowe na ostatnich lodach w dolinie powyżej akceptowanego. Największą determinacją wykazali się Paulina z Jackiem, którzy może i nietrudną drogą, ale przewspinali cały lodospad, aż do drogi. Tymczasem z moich nadziei na spokojne, bezstresowe wspinanie w dwie kobietki nici wyszły, bo towarzystwo uznało, że też wejdą Vermorka.
Vermorki powinnam przedstawić. Są to myślę dwa najpopularniejsze lody Rjukan po dwóch stronach mostu, który prowadzi do historycznych zakładów przemysłowych, znanych z produkcji nawozów azotowych (od początku XX w.) oraz produkcji ciężkiej wody podczas II wojny światowej. Miejsce to, wpisane na listę UNESCO, było celem kluczowego sabotażu alianckiego, który powstrzymał niemieckie badania nad bronią. Zainteresowanych odsyłamy do doczytania albo obejrzenia filmu: „Bohaterowie Telemarku”.
Kolejny dzień upłynął na wspinaczce w Lower George. W poniedziałek poszliśmy do Krokan’a. Piękne miejsce z jednowyciągowym drogami. W przewodniku napisali „one od the best ice crags in the world”. Myślę, że wiele się nie pomylili. Zróżnicowane trudności dają zabawę zarówno początkującym jak i zaawansowanym wspinaczom. Niestety temperatura była na granicy odczuwania jakiejkolwiek przyjemności ze wspinania. Myślę, że dlatego Marek był pierwszy gotowy się wspinać i po zrobieniu jednej drogi był gotowy wracać do domu. Ja próbowałam drogę obok, ale przy tak twardym lodzie pokonało mnie wkręcanie śrub. Odpokutować mogłam chwilę później, gdy Szymon w połowie drogi stwierdził, że mu się nie chce i mam iść skończyć. Lód może nie był bardzo trudny za to zdecydowanie psychiczny i efektowny. Bałam się uderzać za mocno by nie spaść wraz z całym lodem.
We wtorek odpuściliśmy sobie lodospady i poszliśmy na narty i snowboard. Z Pauliną zmierzyłyśmy się pierwszy raz z deską, więc ilości wywrotek to nawet nie zliczę. Grunt, że skończyłyśmy całe i z uśmiechami od ucha do ucha. Wieczorem do naszej w wesołej kompani dołączyła jeszcze czwórka prawdziwych łojantów z Polski. Opowieściom nie było końca…..
W kolejnych dwóch dniach wspinaliśmy się jeszcze w Rjukan Centrer. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że po zachodzie słońca lody są… doświetlane! W Rjankan są ustawione reflektory tak, że spokojnie można się wspinać bez czołówki na całych czterowyciągowych drogach do godziny 22. Podczas wyjazdu nasz mentor niestrudzenie parał się inuickim zajęciem – zbudował piękne iglo w którym co poniektórzy nie omieszkali poimprezować.
Himalajów może nie zdobyliśmy ale krajoznawczo i towarzystwo była to bardzo udana wycieczka.
Ola i Szymon
Wykaz przejść z przymrużeniem oka dołączamy do zdjęć
Zainteresowanych zapraszamy za rok 🙂
Lower GorgeUpper GorgeKrokanLigia w Lower GorgePowitanie EskimosaRjukan CenterRjukan CenterRjukanRjukan CenterKrokanRjukan CenterKrokanGausetdalenKrokan„ostatnia wieczerza”prawy Vermork Z przymrużeniem okaGaustoppen Ski
Serdecznie zapraszamy wszystkich członków i sympatyków klubu na coroczną wigilię, która odbędzie się 16 grudnia 2025 r. o godzinie 20:00 w naszej siedzibie przy ul. Góralskiej 38.
Wigilia klubowa to wyjątkowy moment, w którym spotykamy się, by podsumować mijający rok, podzielić się wrażeniami z minionych działań i spędzić czas w świątecznej atmosferze.
Czekamy na Wasze przybycie i życzymy spokojnych przygotowań do świąt!
Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że w dniu 22 maja 2025 r. w Teksasie zmarła Mariola Kliś.
Mariola w Sekcji pojawiła się w lecie 1974 roku, gdzie bardzo szybko zaczęła wykorzystywać swoje zdolności organizacyjne jako Kierownik Baz (KierBaz) na licznych wyprawach jaskiniowych oraz kilku obozach wspinaczkowych w Tatrach Wysokich. Aktywnie uczestniczyła w organizacji wypraw w Góry Bukowe na Węgrzech oraz w Morawskim Krasie.
Miała duży wpływ na krzewienie sekcyjnej kultury wśród młodszych członków dzięki swojej skomplikowanej, ale równocześnie otwartej osobowości. Była również witalnym członkiem grupy Białego Kamienia. To ona wraz z Zosią Biały-Słowińską ułożyły piosenkę sekcyjną„Tatry stają blisko młyna” (uwaga na słowo „stają”, a nie „stoją”).
Po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych działała w Cave Research Foundation, gdzie przez ostatnie kilkadziesiąt lat uczestniczyła w licznych wyprawach do Carlsbad Caverns i Mammoth Cave. Ostatnia jaskinia, którą zwiedziła już jako turystka, to niezwykle piękna Puerto Princesa Subterranean River na Filipinach.
Uroczystości pogrzebowe odbędą się 20 sierpnia 2025 r. o godz. 13:00 na Cmentarzu Komunalnym w Ząbkowicach Śląskich, przy ul. Bohaterów Getta.
Zaproszenie na 70-lecie SMN – Kletno, 13–15 czerwca 2025
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy, serdecznie zapraszamy na jubileuszowe 70-lecie Sekcji Matki Naszej, które odbędzie się w dniach 13–15 czerwca 2025 r. w ośrodku „Nad Stawami” w Kletnie (adres: Kletno 6f, lokalizacja na mapie).
W imieniu obecnego Zarządu chciałabym poinformować o zbliżającym się Walnym Zebraniu Członków Sekcji Matki Naszej, podczas którego zostanie wybrany nowy Zarząd oraz Komisja Rewizyjna.
📅 Data: 13 czerwca 2025 (piątek) 🕕 Godzina: Pierwszy termin – 18:30, drugi termin – 19:15 📍 Miejsce: Kletno 6f, 57-550 Kletno – Nad Stawami – Restauracja – Noclegi – Kletno
Przypominamy, że aby mieć czynne prawo udziału w zebraniu i głosowaniach, należy być członkiem zwyczajnym Sekcji i nie zalegać ze składkami.
Zachęcamy również do zapoznania się ze Statutem Sekcji, aby każdy uczestnik miał pełną świadomość swoich praw i obowiązków.
W razie pytań lub wątpliwości prosimy o kontakt mailowy: sgw@sgw.wroc.pl
Tak sobie pomyślałem, że jak ja nie napiszę… Wiosenny sekcyjny wyjazd wspinaczkowy rodził się w bólach. Ostatecznie do słonecznej Italii udało się sześć osób w dwóch wozidłach, padło na Finale Ligure. Znaczy się, ekipa sekcyjna która pierwotnie planowała Arco, gdzie rok wcześniej zdobywała szlify wspinaczkowe, uległa mojej sugestii, by nadłożyć te, „pare” kilometrów, poznać coś nowego. No i na wybrzeżu większa gwarancja pogody – teoretycznie : ) Z mojej perspektywy wyjazd był super, myślę że reszta uczestników też była zadowolona. Nie da się ukryć, że choć Finale kojarzy się głównie z wspinaniem sportowym, to tutejsza oferta dróg wielowyciągowych (choć nie tak imponująca jak ta okolic Arco), może też być pouczająca, a tutejsze klasyki z lat siedemdziesiątych, mimo że to niby nie „góry” tylko większe skałki, mogą sprawić więcej zachodu niż niejedna tatrzańska kursowa droga. W trakcie sześciu dni, pięć było wspinaczkowych. Zaczęło się od króciaków po 120-170m, skończyło na 300 metrowej Via Lunga, nieprzesadnie trudnej (6a+/5b obl) ale dość kłopotliwej orientacyjna że względu na mnogość wariantów i dużą ilość drzew na potencjalne stanowiska ; ) W efekcie, dla części ekipy, wspinaczka rozpoczęta trochę po 12, zakończyła się o 21 ; ) Nie bez odrobiny emocji. Jako ciekawostka, schodziliśmy „ścieżką” rowerową i nie było to łatwe zejście. Parafrazujac klasyka: za chuj bym tam nie zjechał!
Ps: Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom za miłe chwile spędzone razem,do następnego 🙂
Marek Freus
Niby słońce, ale piździPastwiska w ścianie 😉Wzorcowe,,oczko,,Co tu się odjaniepawla?Na tropie drogiMedytacja nad pizzą
Taki pomysł mam, trochę autopromocyjny. Dziś w modzie różne czelendże ; )
Konkurs wspinaczkowy:
Kto uzbiera najlepszy wykaz przejść – moich dróg w Sudetach (ale nie tylko). Zasady trochę nietypowe, nie chodzi tylko o ilość czy trudności drogi, ale będę oceniał (rzecz jasna subiektywnie ), egzotykę położenia danej drogi.
Zasady: liczy się każda droga, liczy się trudność, długość czy powaga, ale promowana są bardziej egzotyczne lokalizacje, ogólnie chodzi o Sudety, ale jak ktoś wynajdzie coś dalej… będzie bonus. Skałki, gdzie jest np: pięć moich dróg obok siebie, albo jest bardzo blisko od auta, będzie siłą rzeczy niżej wyceniona, choć nie nie znaczy to że mamy tylko szukać parchów w krzakach :))) Oceniać będę jak nauczyciel kartkówkę- dobrze, dostatecznie ; ))
Konkurs by wystartował powiedzmy od początku maja do powiedzmy końca piździernika. Potem jednoosobowa komisja, czyli ja, podsumuje wyniki i wręczy nagrodę, oprócz tradycyjnego uścisku dłoni i laurki, będzie też sprzęt – jaki jeszcze wymyślę
No i sam wykaz ma być na papierze nie tabelki mailem Liczę na ciekawe adnotacje przy opisach dróg – o stylu, uwagi ogólne, czy były kleszcze, no zabawa ma być.
Na koniec podsumuję, ocenię, wręczę ,,puchar,, Być może będą nagrody pocieszenia. Siłą rzeczy, najczęściej nagradzany jest zespół, ale może się zdarzyć sytuacja, że tylko jedna osoba się wspinała, a asekurowała żona : / no Ona też będzie pocieszona.
Raczej liczę na kameralną klubową zabawę, nie ,,profesjonalistów” od zaliczania czelendży. Ostatnio jak popatrzysz na strony klubów wysokogórskich to wszyscy mają jakieś Ligi wspinaczki i z zapałem rywalizują o nagrody i sławę. Ja chcę z tego spuścić powietrze.
Wykaz przejść trzeba będzie osobiście przynieść do klubu
Przedstawie zarys mojego oceniania: powiedzmy że za drogi do 4+ będą dwa punkty, do 5+ trzy, do 6+ cztery. Weźmy dwie za ok 6 położone obok siebie, „Szczytowanie”…na skale Penis, bardzo popularna, dobrze obita i druga na sąsiedniej skałce „Bez piwka ani róż” zdecydowanie bardziej wymagająca bo obita tylko w trudności czyli dobrze mieć friendy. Czyli na starcie po cztery punkty za drogę,a za moralniejsze „Bez piwka…” plusik,dwa plusy dają minus – sorry wróć,dwa plusy to dodatkowy punkt A np. szóstkowa droga na Trzech Siostrach mimo doskonałego obicia też będzie miała plusik,bo tam jest w uj daleko
Czyli może być sytuacja że szóstka za cztery punkty, dostanie plus za moral i plus za dalekie dojście,czyli finalnie będzie pięć punktów.
A jak ktoś wahaczy moją szóstkę pod Krakowem to policzę podwójne : )
A za drogi takie jak w Płakowicach, będzie po minusiku, bo 100m od auta,a drogi po cztery, pięć wpinek
Są popularne duże skały leżące przy szlakach i takie mniej oczywiste „destynacje” Za te skałki na boku też będą plusy
Gdzie szukać dróg?
Przewodniki! Albo strona Topo Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego, oczywiście wszystkich się nie znajdzie, nie wszystkie są dobrze opisane, ale szukać, wertować internet, inwencja – to też część zabawy, nawet na Jurze coś można znaleźć : )
No taki przy okazji kurs krajoznawczy
A jak ktoś trafi na moje drogi pod Krakowem to będzie Gamę changer ; )
* Szczytowe osiągnięcie radzieckiej techniki, nówki nie śmigane, rocznik 91
* Zestaw sprzętu asekuracyjnego
A na kolejnych kilka podpowiedzi
* pewna dość znana skała – jest kilka dróg które tak naprawdę prawdopodobnie jako jeden z pierwszy robiłem onegdaj.Teraz w nowym przewodniku tylko przy jednej jestem autorem : )To numer 6
* skała z dwiema drogami 10 minut od Szwajcarki. W sumie 10 pkt
* droga czwórkowa warta tyle co tradycyjnie piątkowa
Z wielkim smutkiem informujemy o śmierci naszego klubowego kolegi i przyjaciela. W niedzielny poranek odszedł Zdzisław Słowiński – grotołaz, eksplorator, fizyk, barwna i charyzmatyczna postać znana w środowisku speleologicznym jako „Haim”.
Pogrzeb odbędzie się w sobotę, 12 kwietnia, o godzinie 9:00 w kościele przy cmentarzu parafialnym NMP Spomożycielki Wiernych. Pożegnanie ciała zaplanowano na czwartek, 10 kwietnia, o godzinie 12:00 w zakładzie pogrzebowym Styks, ul. Opolska 9.
„Dzisiaj rano zadzwonił Zbyszek Samborski ze smutna wiadomością ze zmarł Zdzichu Słowiński, zwany Haimem w grupie od Białego Kamienia. Zdzichu pojawił się w Sekcji na zebraniu jeszcze w lokalu na ul Krasińskiego i powoła się na powiązania z sekcją Wołoszyna. Był niezwykle barwną super inteligentną postacią. Był wtedy raczej młodym asystentem, fizykiem, na WPTT Politechniki. W jego wyglądzie zwracały uwagę długie blond włosy sięgające ramion. Ale środek głowy był mocno, że tak powiem, wyliniały. Szybko do niego przylgnęła nazwa łysy blondyn. Ale on sobie nic z tego przezwiska nie robił i nawet potraktował z humorem lekturę książki Dynia, która mu zaoferowała Mariola. „Dynia” to tłumaczenie z języka włoskiego traktujące w zabawny sposób walkę młodego człowieka z łysieniem, zakończone ogoleniem głowy. Kiedyś w Białym Kamieniu dokopaliśmy się do atrakcyjnego miejsca, z którego dmuchało i Zdzich powiedział „Wiatr, aż włos rozwiewa”: Reszta grupy potraktowała to wymownym kiwaniem głów.
Jak wspomina Zbyszek Samborski, wtedy to życie poza wyprawowe i zebraniowe, koncentrowało się w hotelu asystenta przy ul Pasteura, gdzie grywaliśmy w Master Mind. Grę dostałem od Pietruchy, który kupił ja u siebie Interlaken i użył jako pretekst, aby odwiedzić Anie. Szybko zorientowaliśmy się że Zdzich nie dowidza i ustawialiśmy dla niego układy zawierające zielone i coś w rodzaju brudnego brązu kolory pionków. Po jakimś czasie Zdzich powiedział „Co domyśliliście się że jestem Daltonistą, ale już mam sposób no rozróżnienie tych dwóch”. Jeszcze dzisiaj Marek Pędziwol wspominał jak to Zdzichu jadąc Ślężna swoim Małym Fiatem przerżnął przez skrzyżowanie na czerwonych (to to skrzyżowanie, gdzie światła były poziomo).
W owym to czasie miałem spodnie z tropiku lila róż, które dostałem od daltonisty, męża moje kuzynki, gdyż kolor mi się podobał jako atrakcja na wyjazdy sekcyjne. Ludwik wziął różowe dżinsy od swojego brata, aby dołączy do mnie. Wtedy to pod barakiem w Kletnie, patrzymy a tu podchodzi Zdzicho w buraczkowych dżinsach które świetnie pasowały do lilaróż i róż. Staliśmy zadowoleni z siebie i nowej „mody”, aż nagle Zdzichu zapytał” Co to was podkusiło, aby kupić spodnie takiego koloru?” Aż nas zatkało i odpowiedzieliśmy „to popatrz na twoje”. A on na to „Moje to przecież normalne dżinsy”.
W późnych latach siedemdziesiątych byliśmy na wyprawie do głębokiej jaskini Brezno pri Gamzowa Glavici w Jugosławii (teraz Słowenia). Była to wyprawa eksploracyjna w poszukiwaniu nowego dna. Biwak mieliśmy w olbrzymiej Sali końcowej wielkości stadionu i całkowicie płaskim i piaszczystym dnie. Ten płaski obszar był przecięty czymś w rodzaju rowu melioracyjnego meandrującego pod kątami prostymi (dokładnie). Teren całkowicie nie tknięty. Po wyjściu z jaskini z retransportem, który dało nam w kość, na powierzchni Zdzichu zadał mi dziwne pytanie „Chemik czy to tak zawsze?”. Zaniepokoił mnie tym stwierdzeniem okrutnie, gdyż mieliśmy jaja ze szpejami na którejś ze zlodowaciałych studzienek, więc tylko mu się przyjrzałem. A Zdzichy na to „Widzę kolory”.
Pomiędzy wieloma talentami Zdzicha by również zmysł biznesowo organizacyjny. To on zorganizował szkolenie ratowników górniczy z kopalni miedzi w Lubiniu z ratownictwa w szybach górniczych. Był to w ramach ZUW-u.
Ostatni raz rozmawiałem z nim jakieś dwa miesiące temu. Zapewnił mnie że zdrowie już mu się poprawiało i że obecnie pracuje na historia Lechistanu. Mówił mi że już opublikował dwie książki w tej lub podobnej dziedzinie. To brzmiało całkiem jak nasz Zdzichu.
Zdzichu zawarł związek małżeński z Zosia Białą i razem mieli pięcioro dzieci. Wszyscy go przeżyli. Leczymy się z Wami w smutku.
Jest jeszcze wiele opowieści i przeżyci i moglibyśmy snuć to wspomnienie dalej, ale odpoczywaj na wyżynach niebiańskich wypełnionych jaskiniami i ściankami. Wszystko do lojenia.