Zmarł Marek Battek

Dodał Emil Hamera, 23 marca 2018 Kategorie: Aktualności, Ważne Komentarze: 1

Odszedł kolejny członek Sekcji  Matki Naszej Marek Battek.

Marka znałem od czasów studenckich, studiowaliśmy razem na  Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej.  Do  Sekcji przyszedł już po studiach.

Interesowała go przede wszystkim eksploracja, uczestniczył w wielu  wyprawach tatrzańskich, a jeszcze częściej bywał w Kletnie.
Z czasem skoncentrował się na badaniu podziemnych budowli.  Jego pasją  była historia, przede wszystkim Dolnego Śląska.   Miał ogromną wiedzę  na ten temat,   mógł godzinami o tym opowiadać w sposób  wyjątkowo zajmujący.   Był też krótkofalowcem.

Odszedł  człowiek o wielu pasjach i rozległych horyzontach.   Tak wiele ciekawych rzeczy moglibyśmy się jeszcze od niego dowiedzieć.

Wspomnienia żałobne odbędą się w dniu 25.03.2018 o godzinie 10:00 w kościele Ewangelickim we Wrocławiu przy ul. Kazimierza Wielkiego. 

Pogrzeb odbędzie się  w czwartek 5 kwietnia o 14:00 na cmentarzu św.Rodziny na Sępolnie.

Wojtek Augustyn

Pomoc dla Kacperka Składzień

Dodał Emil Hamera, 23 marca 2018 Kategorie: Aktualności, Ważne Brak komentarzy

 

1% dla Mateusza Jodłowskiego

Dodał Emil Hamera, 12 marca 2018 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Komentarze: 1

Nasz klubowy kolega potrzebuje pomocy w dalszym leczeniu po przebytym udarze. Wspomóżmy Mateusza w jego dalszej walce o powrót do zdrowia przekazując 1 %  podatku lub darowiznę na rzecz Fundacji Avalon z dopiskiem „Jodłowski, 8553”. 

 

 

KRS0000270809

Cel:  Jodłowski, 8553

Więcej informacji na temat pomocy Mateuszowi znajduje się na stronie Fundacji Avalon [tutaj]

 

Pierwsze wyjście z mroku

Dodał Emil Hamera, 22 lutego 2018 Kategorie: Aktualności, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Pierwszy wyjazd kursowy, czyli ten punkt w scenariuszu kiedy kursanci opuszczają zacisze sali wykładowej i ciepło ścianki wspinaczkowej aby stawić czoła wyzwaniu jakim jest naturalna skała ;). Podejmując rękawicę, w podgrupach dydaktycznych stawiamy się około 9:00 na parkingu przy punkcie widokowym w miejscowości Szczytna. Po chwili luźnej gadki o drodze i pogodzie razem z instruktorami ruszamy pod skałę – bo co będziemy tak stać i marznąć ;).

Po szybkim, rozgrzewkowym marszu z elementami nawigacyjnymi ( 😀 ) docieramy do obiektu naszych weekendowych dociekań, czyli bogato obitej skalnej ściany z sympatycznym okapem. Błysk w instruktorskim oku jak nic mówi, że jest dobrze J.

W czasie potrzebnym na założenie uprzęży, dociągnięcie pasków i ogólny ogar na miejsce dociera druga grupa instruktorów z całym potrzebnym sprzętem. Przywdziewamy na siebie kaski, szpej pieszczotliwie nazywanego złomem i dzielimy się na dwie grupy. Osoby, które nie miały przyjemności jeszcze pomacać liny i wpiąć w nią croll-a czy rolki zostają razem z Mirkiem na poziomie „0” gdzie będą szlifować podstawy. Cała reszta dziarsko przemieszcza się na szczyt, pobrzękując żelastwem.

Szybka narada między instruktorami i plan zagospodarowania terenu w postaci ilości lin i ich rozmieszczenia  jest gotowy. Kiedy instruktorzy znikają za krawędzią skały przygotowując dla nas plac ćwiczeń, przychodzi chwila na lekcję pokazową. Temat zajęć: worowanie liny. Dzięki wprawnym ruchom Kojota oraz metodzie kompresji inżyniera” Butowskiego” ( 😉 ) po kilku chwilach cała lina jest w worze. Wszystko zapamiętane i zanotowane.

Zaporęczowane, więc najwyższy czas jechać. Kolejne osoby wpinają się w linę, Krzysiek daje znak, że wszystko „namotane” jest jak trzeba, krótsza/dłuższa chwila zawahania nad krawędzią i… zjeżdżamy! Powoli, spokojnie, od punktu do punktu. Zjazd, przepinka, zjazd. Kiedy tak cała grupa nabywała doświadczenia, pojawia się przedstawiciel lokalnego środowiska wspinaczy i w kilku prostych słowach dzieli się wiedzą o traktowaniu skały tak, by zachowała swoje piękno i cieszyła również przyszłe pokolenia J. Informacja jest przekazana sprawnie i zwięźle, zapada w pamięć każdemu ;). Tymczasem pierwsze osoby docierają do ziemi i mają chwilę odpoczynku. 

Kiedy wszyscy czują już twardy grunt pod nogami, czas na wychodzenie po linie. Pomimo ujemnej temperatury z chwilą wpięcia przyrządów w linę nagle, dziwnym trafem, przestaje być zimno. Może warto by to głębiej przebadać, to całe momentalne zobojętnienie na mróz, występujące po wpięciu w linę croll-a i płaniety w bezpośredniej obecności wysokiej na 20 metrów skały :D. Jeśli ktoś na zbadanie tego tematu wyrwie granty z Unii to 10% dla mnie ;P. 

Ręka, noga, ręka, noga. Wyodrębniają się dwa pomysły na dotarcie do szczytu. Pierwszy – bazujący na lekkości i zwinności, zadający kłam teorii o istnieniu grawitacji oraz drugi, który głosi, że lepiej „bułę” mieć, niż nie mieć. I tak dowolnie wybraną metodą szczyt zdobyty.

Dzień mija i schemat zjazdowo – podchodzeniowy jest powtarzany, a technika non stop poprawiana na podstawie uwag od instruktorów. „Prosta noga!”, „dłuższe ruchy!”,  „stań w uchu!” radośnie wypełnia lasy wokół miejscowości Szczytna J. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i czas zbierać zabawki, bo noc nas zastanie. Zdjęcie ze ściany zaporęczowanych lin oraz karabinków przypadło adeptom technik linowych. W chwili kiedy ostatnia lina zostaje zbuchtowana, a „złom” przeliczony, dynamicznym krokiem ruszamy do samochodów i na obiad J.

W lokalnej restauracji napotykamy drobną przeszkodę, ale po kilku zabiegach optymalizacyjnych udało się wspólnie – przy jednym stole zjeść dobry obiadek i uzupełnić w organizmie poziom płynów i mikroelementów  ;). Szybki pit-stop w Biedronce, uzupełnienie zapasów wszelakich i szpula na bazę.

Kulminacyjnym punktem wieczornej biesiady jest szybka powtórka z węzłów. Kursantki i kursanci w trzyosobowych zespołach mają za zadanie zaprezentować sposób wiązania i przeznaczenie węzłów stosowanych w taternictwie jaskiniowym. To jest ten moment, kiedy umiejętność wymieniania się wiedzą w całej grupie kursowej zostaje poddana próbie ;).

Po złapaniu kilu godzin snu grupa podrywa się dynamicznie i po śniadanku ruszamy w teren, aby utrwalać wiedzę. Tym razem docieramy bez problemów, z całym potrzebnym sprzętem meldujemy się pod skałą. Drogi zaporęczowane, można chodzić. Powtarzamy schemat z dnia pierwszego, ale żeby nie było za nudno w czasie jednego ze zjazdów w magiczny sposób na linie pojawia się „motyl”. Nie, nie taki kolorowy ze skrzydłami ;P. Chodzi o jeden z węzłów, który był omawiany poprzedniego wieczoru. Daniel pokazuje nam jak pokonać taki komplikator na trasie i nie pozostaje nic innego, jak tylko to powtórzyć. He-He! Tylko? W asyście pytań przeszkoda pokonana J. Teraz cała grupa zgłębia problem przepiania się przez węzeł.

Drugi dzień kończy się w porze obiadowej – cała banda po wcześniejszym pozbieraniu zabawek wyrusza najpierw na parking a potem w drogę do domu.

Uffff. Koniec? Dwa dni na skale dały do myślenia i pokazały jaki kawał drogi wciąż czeka każdego, kto myśli o eksploracji jaskiń. Można zaryzykować stwierdzenie, że każdy tego weekendu odniósł swój własny, prywatny sukces. A jaki on był? To już inna bajka…;)

 

Relacja kursantów

 

 

SGW wspierała WOŚP

Dodał Emil Hamera, 16 stycznia 2018 Kategorie: Aktualności, Ważne Brak komentarzy

W dniu dzisiejszym Sekcja Grotołazów Wrocław pomagała zbiórce pieniędzy ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dzieciaki ze szkoły podstawowej przy ulicy M. Morelowskiego mogły spróbować swoich sił w pokonywaniu zacisków, jak i zapoznać się z podstawowym sprzętem wykorzystywanym w taternictwie jaskiniowym. Dziękujemy wszystkim, za odwagę i dobrą zabawę. W szczególności pani dyrektor Dorota Wójcik-Hetman za zaproszenie, Przemkowi i Monice Skowrońskim za olbrzymi wkład w przygotowania, jak i wszystkim, którzy pomagali przy realizacji imprezy.

 

Gelaria zdjęć na FB:

W dniu dzisiejszym Sekcja Grotołazów Wrocław pomagała zbiórce pieniędzy ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy….

Opublikowany przez Sekcja Grotołazów Wrocław na 14 stycznia 2018

Zimowy Obóz Tatrzański 2017/2018

Dodał Emil Hamera, 16 stycznia 2018 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Tatrzański obóz zimowy za pasem. Zima jak co roku płatała nam figle. Warunki od śnieżno-lodowych, po permanentne roztopy. Mimo licznych trudności udało zrealizować się przejścia kursowe, a wyjście z jaskini miętusiej wskrzeszało mowę rzymian w nowym pokoleniu grotołazów. Poza kursowo udało się dotrzeć do ciasnych kominów jaskini miętusiej (tutaj pozdrowienia dla naszego brytyjskiego kolegi Chris’a). Sylwester jak co roku udany, a powrót z niego, przy współpracy z PKP zapewnił niezapomniane wrażenia (kto był ten wie).

 

Galeria zdjęć na naszym profilu FB:

Opublikowany przez Sekcja Grotołazów Wrocław na 6 stycznia 2018

„Nareszcie Speleo!” i trochę wspinania – Włochy 2017

Dodał Ewelina Raczyńska, 4 stycznia 2018 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność zagraniczna, Ważne, Wspinanie Brak komentarzy

Długo mi się zeszło, aby znaleźć odrobinę czasu i energii, żeby napisać parę słów z wyjazdu, który miał miejsce 29-5.11.2017 do Włoch.

Głównym celem naszego wyjazdu było dołączenie do włoskiego odpowiednika naszego ForumSpeleo, zwanego “FinalMente Speleo!”– “Nareszcie Speleo!”. Zaproszenie na to wyjątkowe wydarzenie dostaliśmy od naszego włoskiego kolegi, grotołaza-ratownika Giuseppe Conti, poznanego na spotkaniach ECRA-y. Impreza naprawdę robi wrażenie, ponieważ uczestniczy w niej niemal…3 tysiące ludzi! Całość trwa 4 dni, a w tym czasie odbywają się wykłady, prelekcje, wycieczki, koncerty itp. W tym roku festiwal odbywał się w niesamowitym miejscu, Finale Ligure, ale o tym nieco później.

Zanim jednak trafiliśmy do Finale Ligure, postanowiliśmy spędzić kilka dni w Dolinie Sarca, gdzie znajduje się słynny wśród wspinaczy rejon dróg sportowych i wielowyciągowych. Dolina Sarca jest doliną boczną większej doliny Val Rendena należącej do Alp Wschodnich. Znajduje się ona w północnych Włoszech, w prowincji Trydent.

 

 

Dolina Sarca rozciąga się pomiędzy miejscowością Trento a Arco, na tym obszarze znajduje się ponad 520 dróg! Zanim zatem ruszyliśmy na wspinanie długo trzeba było wertować ponad 600 stronicowy przewodnik, w znalezieniu odpowiadającej nam drogi.

 

 

Zdecydowaliśmy się na rozpoznanie rejonu Piccolo Dain oraz Parete Zebrata, gdzie wybraliśmy dla siebie kilka dróg wielowyciągowych, z których każda miała ponad 200m. Mimo jesieni pogoda była idealna, około 20 stopni, wspaniale! Spaliśmy na dziko, jak zresztą duża część wspinaczy, których nadal nie brakowało o tej porze roku.

 

 

Gdy już nacieszyliśmy się wspinaniem ruszyliśmy w dalszą podróż, do Finale Ligure. Po drodze odwiedziliśmy Mediolan, żeby choć przez kilka godzin zobaczyć światową stolicę mody.

W Finale Ligure czekał już na nas Giuseppe, żeby pomóc nam w rejestracji, załatwieniu noclegu i zapisaniu się na wyjścia do jaskiń. Włosi bowiem nie lubią posługiwać się angielskim i wszystko było w ich ojczystym języku. Dostaliśmy nocleg na pobliskim kempingu, w cenie “wejściówki” na imprezę. Na kolejne dni byliśmy zapisani na kilka wyjść jaskiniowych. Odwiedziliśmy min. takie jaskinie jak: Alzabecchi czy Arma Pollera. Przepiękne, bardzo ciepłe (ok 13st), bogate w nacieki jaskiniowe!

 

 

Popołudniami można było się wyposażyć w różnego rodzaju sprzęt, sprzedawany tam w promocyjnych cenach przez przedstawicieli rozmaitych marek górskich. Wieczorami dołączaliśmy do wielkiego namiotu, gdzie wszyscy zbierali się w celach biesiadowania. W namiocie oprócz trunków różnego rodzaju, poszczególne kluby sprzedawały swoje regionalne potrawy, a w międzyczasie koncertowały różne zespoły. Podczas jednych z dni dołączyliśmy do prelekcji przedstawicieli wyprawy do jaskini Vierovikina, którzy opowiadali o swoim sukcesie. Był to jedyny wykład, który rozumieliśmy, ponieważ był po rosyjsku (z włoskim tłumaczeniem rzecz jasna:). Po prezentacji udało nam się porozmawiać z prelegentami o szczegółach ich letniej wyprawy i planów na przyszłość.
Tego dnia zwiedziliśmy  też okolicę Ligurii.

 

W tym wesołym czasie poznaliśmy wiele grotołazów z całych Włoch i mamy nadzieję na spotkanie z nimi w przyszłym roku.

 

 

Serdecznie polecam ten region na wszelkiego rodzaju “speleowczasy” –  urokliwe Alpy Liguryjskie, w których kryją się liczne, łatwo dostępne jaskinie, jeden z najbardziej znanych rejonów wspinaczki sportowej w Europie, a jak nam się już to wszystko znudzi można się wylegiwać na liguryjskiej plaży! Raj na ziemi tylko 1500km od domu;).

 

Udział wzięli Ewelina Raczyńska i Michał Macioszczyk.

 

Tradycyjne Spotkanie Wigilijne SMN – 19 Grudnia 2017

Dodał Emil Hamera, 5 grudnia 2017 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

Serdecznie zapraszamy Wszystkich na tradycyjne Spotkanie Wigilijne SMN. spotkanie odbędzie się 19 grudnia o godzinie 20:00 w lokalu klubowym przy ulicy Góralskiej 38. bardzo prosimy o przekazanie Zaproszenia wszelkim zainteresowanym.

Zarząd SGW

 

 

 

Zmarł Kazimierz Buchman

Dodał Emil Hamera, 30 października 2017 Kategorie: Aktualności, Ważne komentarze 2
Z przykrością przekazujemy Wam informację, że po długiej chorobie zmarł wieloletni członek
SMN Kazimierz Buchman. Powiedzieć „grotołaz” – mało, „człowiek gór” – to chyba lepiej oddaje
kim był dla naszego środowiska. Kiedy przestał się wspinać i chodzić po jaskiniach, wciąż
wprowadzał młodych ludzi w świat, gdzie grawitacja niby działa, ale „tak jakoś inaczej, bo przecież
nie spadam”, gdzie jest deszcz, ale nie ma chmur, gdzie kwestia „…ale siódma rano czy siódma
wieczorem?” jest umowna.
Mogliśmy słuchać godzinami o Spitzbergenie (z najprawdziwszymi przezroczami z rzutnika), o
wulkanach Hondurasu, o tym, jak to było w czasach Jego młodości. Kto inny mógł prowadzić
kursowy wykład o historii SMN i ruchu jaskiniowego w Polsce?
Oficjalnie – dr Buchman, dla większości – Kaziu i to chyba oddaje Jego charakter. Mimo różnicy
wieku potrafił traktować ludzi jednocześnie jak dzieci, podopiecznych i jak kolegów a granica była
rozmyta.
Niestety nie usłyszymy już o „inicjalnej sieci spękań” (Genesis w jego wykonaniu miało
jednocześnie wydźwięk dostojny i zabawny), o niuansach w podziale speleologii na makro i …tę
drugą. Nie usłyszymy już Jego komentarza „…a, bo to takie ciapciaki…”, co dla ciapciaków miało
być obelgą, ale taką ciepłą – motywującą, ale nie wyszydzającą. Nie usłyszymy od Niego, jak
wyglądało raczkowanie wspinaczki sportowej w Polsce, o ściance w „Kolejówce na Dawida”.
To był człowiek, który będąc sześćdziesięciolatkiem wchodził, ubrany w grubą kurtkę na drabinę i
owinięty liną pokazywał dwudziestoparolatkom jak się zjeżdża w kluczu. To człowiek, który będąc
sześćdziesięciolatkiem i usłyszawszy od lekarza, że ze względu na zdrowie nie powinien jeździć na
południe (w ostatnich latach Doktor odwiedzał miejsca biblijne), skwitował to: „dobra, to będę
jeździł do Skandynawii!”. Był to człowiek, który będąc sześćdziesięciolatkiem słuchając o
odkryciach w J.Niedźwiedziej kiwał głową z niedowierzaniem „…ale że Wam się udało znaleźć coś,
co przeoczyliśmy, tyle razy tamtędy…” – i ten błysk w oku!
 
Izaak Newton napisał w liście do Roberta Hooke’a:
„Jeśli widzę dalej, to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów”.
Niestety, jeden z Olbrzymów od nas odszedł na wieczną szychtę.
 
Uroczystości pogrzebowe odbędą się w sobotę 04.11.2017 o godzinie 11 w kościele Świętej Rodziny przy ul. Monte Cassino 68.

Zmarł Jan Trumpus

Dodał Emil Hamera, 26 października 2017 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

Zmarł Jan Trumpus.
Wieloletni   Członek Sekcji Matki Naszej. Niezmiernie zasłużony dla eksploracji  Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie.  Przez wiele lat był pierwszoplanową  postacią w środowisku ludzi zajmujących się działalnością jaskiniową w Masywie Śnieżnika,  aktywizującą  lokalne środowisko  grotołazów. Był inicjatorem szeregu przedsięwzięć eksploracyjnych. Człowiek niezwykle życzliwy i błyskotliwy, nieoceniony towarzysz.
Będzie Go  nam bardzo brakowało.

Jan Trumpus zostanie pochowany we Wrocławiu na Cmentarzu Grabiszyńskim w piątek 27 października o godz. 15.00.
Wojtek Augustyn