Pierwsze wyjście z mroku

Dodał Emil Hamera, 22 lutego 2018 Kategorie: Aktualności, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Pierwszy wyjazd kursowy, czyli ten punkt w scenariuszu kiedy kursanci opuszczają zacisze sali wykładowej i ciepło ścianki wspinaczkowej aby stawić czoła wyzwaniu jakim jest naturalna skała ;). Podejmując rękawicę, w podgrupach dydaktycznych stawiamy się około 9:00 na parkingu przy punkcie widokowym w miejscowości Szczytna. Po chwili luźnej gadki o drodze i pogodzie razem z instruktorami ruszamy pod skałę – bo co będziemy tak stać i marznąć ;).

Po szybkim, rozgrzewkowym marszu z elementami nawigacyjnymi ( 😀 ) docieramy do obiektu naszych weekendowych dociekań, czyli bogato obitej skalnej ściany z sympatycznym okapem. Błysk w instruktorskim oku jak nic mówi, że jest dobrze J.

W czasie potrzebnym na założenie uprzęży, dociągnięcie pasków i ogólny ogar na miejsce dociera druga grupa instruktorów z całym potrzebnym sprzętem. Przywdziewamy na siebie kaski, szpej pieszczotliwie nazywanego złomem i dzielimy się na dwie grupy. Osoby, które nie miały przyjemności jeszcze pomacać liny i wpiąć w nią croll-a czy rolki zostają razem z Mirkiem na poziomie „0” gdzie będą szlifować podstawy. Cała reszta dziarsko przemieszcza się na szczyt, pobrzękując żelastwem.

Szybka narada między instruktorami i plan zagospodarowania terenu w postaci ilości lin i ich rozmieszczenia  jest gotowy. Kiedy instruktorzy znikają za krawędzią skały przygotowując dla nas plac ćwiczeń, przychodzi chwila na lekcję pokazową. Temat zajęć: worowanie liny. Dzięki wprawnym ruchom Kojota oraz metodzie kompresji inżyniera” Butowskiego” ( 😉 ) po kilku chwilach cała lina jest w worze. Wszystko zapamiętane i zanotowane.

Zaporęczowane, więc najwyższy czas jechać. Kolejne osoby wpinają się w linę, Krzysiek daje znak, że wszystko „namotane” jest jak trzeba, krótsza/dłuższa chwila zawahania nad krawędzią i… zjeżdżamy! Powoli, spokojnie, od punktu do punktu. Zjazd, przepinka, zjazd. Kiedy tak cała grupa nabywała doświadczenia, pojawia się przedstawiciel lokalnego środowiska wspinaczy i w kilku prostych słowach dzieli się wiedzą o traktowaniu skały tak, by zachowała swoje piękno i cieszyła również przyszłe pokolenia J. Informacja jest przekazana sprawnie i zwięźle, zapada w pamięć każdemu ;). Tymczasem pierwsze osoby docierają do ziemi i mają chwilę odpoczynku. 

Kiedy wszyscy czują już twardy grunt pod nogami, czas na wychodzenie po linie. Pomimo ujemnej temperatury z chwilą wpięcia przyrządów w linę nagle, dziwnym trafem, przestaje być zimno. Może warto by to głębiej przebadać, to całe momentalne zobojętnienie na mróz, występujące po wpięciu w linę croll-a i płaniety w bezpośredniej obecności wysokiej na 20 metrów skały :D. Jeśli ktoś na zbadanie tego tematu wyrwie granty z Unii to 10% dla mnie ;P. 

Ręka, noga, ręka, noga. Wyodrębniają się dwa pomysły na dotarcie do szczytu. Pierwszy – bazujący na lekkości i zwinności, zadający kłam teorii o istnieniu grawitacji oraz drugi, który głosi, że lepiej „bułę” mieć, niż nie mieć. I tak dowolnie wybraną metodą szczyt zdobyty.

Dzień mija i schemat zjazdowo – podchodzeniowy jest powtarzany, a technika non stop poprawiana na podstawie uwag od instruktorów. „Prosta noga!”, „dłuższe ruchy!”,  „stań w uchu!” radośnie wypełnia lasy wokół miejscowości Szczytna J. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i czas zbierać zabawki, bo noc nas zastanie. Zdjęcie ze ściany zaporęczowanych lin oraz karabinków przypadło adeptom technik linowych. W chwili kiedy ostatnia lina zostaje zbuchtowana, a „złom” przeliczony, dynamicznym krokiem ruszamy do samochodów i na obiad J.

W lokalnej restauracji napotykamy drobną przeszkodę, ale po kilku zabiegach optymalizacyjnych udało się wspólnie – przy jednym stole zjeść dobry obiadek i uzupełnić w organizmie poziom płynów i mikroelementów  ;). Szybki pit-stop w Biedronce, uzupełnienie zapasów wszelakich i szpula na bazę.

Kulminacyjnym punktem wieczornej biesiady jest szybka powtórka z węzłów. Kursantki i kursanci w trzyosobowych zespołach mają za zadanie zaprezentować sposób wiązania i przeznaczenie węzłów stosowanych w taternictwie jaskiniowym. To jest ten moment, kiedy umiejętność wymieniania się wiedzą w całej grupie kursowej zostaje poddana próbie ;).

Po złapaniu kilu godzin snu grupa podrywa się dynamicznie i po śniadanku ruszamy w teren, aby utrwalać wiedzę. Tym razem docieramy bez problemów, z całym potrzebnym sprzętem meldujemy się pod skałą. Drogi zaporęczowane, można chodzić. Powtarzamy schemat z dnia pierwszego, ale żeby nie było za nudno w czasie jednego ze zjazdów w magiczny sposób na linie pojawia się „motyl”. Nie, nie taki kolorowy ze skrzydłami ;P. Chodzi o jeden z węzłów, który był omawiany poprzedniego wieczoru. Daniel pokazuje nam jak pokonać taki komplikator na trasie i nie pozostaje nic innego, jak tylko to powtórzyć. He-He! Tylko? W asyście pytań przeszkoda pokonana J. Teraz cała grupa zgłębia problem przepiania się przez węzeł.

Drugi dzień kończy się w porze obiadowej – cała banda po wcześniejszym pozbieraniu zabawek wyrusza najpierw na parking a potem w drogę do domu.

Uffff. Koniec? Dwa dni na skale dały do myślenia i pokazały jaki kawał drogi wciąż czeka każdego, kto myśli o eksploracji jaskiń. Można zaryzykować stwierdzenie, że każdy tego weekendu odniósł swój własny, prywatny sukces. A jaki on był? To już inna bajka…;)

 

Relacja kursantów

 

 

Zimowy Obóz Tatrzański 2017/2018

Dodał Emil Hamera, 16 stycznia 2018 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Tatrzański obóz zimowy za pasem. Zima jak co roku płatała nam figle. Warunki od śnieżno-lodowych, po permanentne roztopy. Mimo licznych trudności udało zrealizować się przejścia kursowe, a wyjście z jaskini miętusiej wskrzeszało mowę rzymian w nowym pokoleniu grotołazów. Poza kursowo udało się dotrzeć do ciasnych kominów jaskini miętusiej (tutaj pozdrowienia dla naszego brytyjskiego kolegi Chris’a). Sylwester jak co roku udany, a powrót z niego, przy współpracy z PKP zapewnił niezapomniane wrażenia (kto był ten wie).

 

Galeria zdjęć na naszym profilu FB:

Opublikowany przez Sekcja Grotołazów Wrocław na 6 stycznia 2018

5 lat w Niedźwiedziej

Dodał Ewelina Raczyńska, 8 maja 2017 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Komentarze: 1
Dzisiaj mija 5 lat od ostatniego wielkiego odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej….
 
2 maja 2012 roku wyszliśmy z Jaskini Niedźwiedziej. Czekała na nas grupa znajomych, którzy tym razem zostali na powierzchni.
– No i jak tam? Puściło? Padły pytania z nieco szyderczym podtekstem….
Zgodnie z umową, jaką zawarliśmy wcześniej w jaskini starałem się udzielić wymijającej odpowiedzi jednak radość, która w nas tkwiła nie pozwalała długo skrywać emocji…

– Wiesz Piotrek, odkryliśmy zajebistą salę…. 
– Taa… jaką?
– No jak stąd do tamtego drzewa…
– Którego? Tego tu?
– Nie, tego tam.. daleko….
– Gdzie? Tam? To chyba nie w tej jaskini byliście!!! (hehehee!!!)

Nazajutrz wróciliśmy do jaskini aby sprawdzić czy ta sala rzeczywiście tam jest… i rzeczywiście tam była….
Od tej pory minęło już pięć lat. Było to nasze pierwsze tak spektakularne odkrycie w jaskini Niedźwiedziej i bez wątpienia pierwsze takie odkrycie w Polsce. Dało one początek eksploracji nowych partii tej jaskini, które są absolutnym unikatem jeżeli chodzi o rozmiary sal i korytarzy a także bogactwo szaty naciekowej występującej w tych partiach jaskini. Bez wątpienia było to najcenniejsze odkrycie przyrodnicze ostatnich czasów…
 
Marek Markowski
 
 

„Więc powiedz dziewczyno(…)kto tobie do Miętusiej kazał iść?”

Dodał Ewelina Raczyńska, 8 lutego 2017 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

 

„Siedzieliśmy w kominie na nieco zgniłej linie…”

 

 

 

 

Od początku 2017 roku nasze sekcyjne Świnki Morskie wyczekiwały miesiąca lutego (4-5.02.2017). Za czymś tęskniły może za błotem, pogaduchami, zimnem, wyborowym towarzystwem?  Nareszcie nadszedł wymarzony czas, a więc komu w drogę temu – szpeje! Za swój cel Świnki obrały syfon Marwoj w Miętusiej. Plan dla zuchwałych? Takie właśnie one są.

 

 

Początek akcji był łatwy i przyjemny, rura wciągnęła wszystkich do wnętrza jaskini szybko. Dopiero Próg Męczenników wyhamował staczanie na dno. Na szczęście Daniel, ze śpiewem na ustach oraz Ewelina w pięknym stylu przetransportowali nas na drugą stronę.

„Więc powiedz mi dziewczyno, co tego jest przyczyną,

Kto tobie do Miętusiej kazał iść?”

Podczas kobiecego wyjścia padł rekord decybeli. Najdonioślejszy okrzyk bojowy, jaki kiedykolwiek miał miejsce w jaskini, został zaprezentowany podczas pokonywania Marwoja. Rozebrany i zamoczony po szyję w wodzie, zespół darł się w niebogłosy. Jako osoba po ochronie środowiska zaznaczę, że ocieplenie klimatu do syfonu nie dotarło.  

 

 

Moi drodzy jednak, jak zawsze, plan został wykonany. A nawet więcej bowiem legenda o pięknie Jeziorka Szmaragdowego, tego za Marwojem i Zielonym Butem, jest tak wielka, że musieliśmy to zobaczyć na własne oczy. I warto moi drodzy, warto zobaczyć ten 8 cud świata. Także ściągać uprzęże, kombinezony, zakładać bikini, transportować aparaty fotograficzne i do roboty!

Dumni, pełni przygód, optymistycznie nastawieni do świata rozpoczęliśmy odwrót, szło gładko, aż do rury…..

„Tak łatwo do niej wejść a trudno wyjść, wyjść, wyjść.”

O trudach wyjścia wiedzą tylko:

Kasia W., Ewelina R., Dominika W. oraz nasi mili goście Daniel F., Grześ H. i niezmordowany kierowca Rafał G.

 

Miętusia 02/2017

 

Kobiece akcje z męskim pierwiastkiem tylko w SGW!!!! Dziękujemy i zapraszamy na kolejne

 

Relacja: Dominika Wierzbicka

 

 

 

 

„Mikroakcja” – Miętusia Wyżnia

Dodał Ewelina Raczyńska, 8 stycznia 2017 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Wyżnia Miętusia 12 XI 2016r.

Nie ma to jak babska akcja czyli…nie wzięłyśmy lin, a niektórzy nawet części jaskiniowej garderoby.

Czasem jest tak, że cała atrakcja w akcji jaskiniowej to to co działo się poza tą jaskinią 🙂 Tak było i tym razem.

 

Gosia nie chciała iść do jaskini, bo przecież już rok ( i cztery poważne akcje) temu postanowiła do jaskiń nie chodzić… Musiałam ją przekonać pożyczeniem ciepłych gaci i ciepłym obiadem po akcji (przed należy się tylko zimny albo kanapki). Ola zamyślona się nad kawałkiem parującej herbaty i porcją szarlotki w Ornaku przypominała jak zimno potrafi być w jaskini.

Miętusia Wyżnia 12.2016

Jakimś cudem udało mi się następnego dnia wyciągnąć je z bazy (w tym miejscu serdecznie dziękuję ekipie z SCW za pożyczenie lin; za wspólne zabawy i piosenki też). Ostatecznie lądujemy w kopnym śniegu ( no q*** raj dla narciarzy) , wśród powalonych pni i gęstej mgle gdzieś w dolinie Miętusiej… Gdzieś, bo ślady ekipy, która podobno była tam dzień wcześniej dziwnie krążyły w kółko i wracały w to samo miejsce (o ile nie były akurat kompletnie zasypane śniegiem). A żlebu jak nie było widać tak nie widać nadal…gdzieś z prawej, za świerkami i mgłą. W tym miejscu napisze coś w co zapewne i tak nie uwierzycie (a może uwierzycie, w końcu baby w góry poszły) dojście do otworu zajęło nam 4 godziny !!!

Kiedy już znalazłyśmy żleb, otwór i przemoczyłyśmy wszystkie rękawiczki zatrzymał nas próg przed wejściem… Z konieczności wspinania tego zalodzonego ustrojstwa zgrabiałymi od zimna rękami w mokrych rękawiczkach wywabia nas ekipa z Bielsko-Białej. Akurat prowadzą kursantów, więc skwapliwie korzystamy z tej okazji.

Jeden dżentelmen wspina nam prożek, drugi ogrzewa moje dłonie… 🙂

No a potem było błoto, kamienie itp…jak to w dziurze. Zajrzałyśmy do syfonu, minęłyśmy kursantów i szybko wróciłyśmy do bazy żeby Ola zdążyła na wieczorny pks.

Śpieszyła się tak bardzo, że aż zawinęła nam klucz do pokoju i odwiózł nam go wąsaty autochton. Chciał buzi za tę przysługę, ale zadowolił się pogawędką. Nie omieszkał wspomnieć, że wyglądamy za chudo i pewnie potrzeba nam chłopa do noszenia plecaków. Teraz za każdym razem gdy wkładam plecak, taka właśnie myśl przebiega mi przez głowę.

Kolejna śmieszna babska akcja. Kolejny raz przekonałam się, że najważniejsze to dobra zabawa, a przyjaciółki z SGW i jaskinie gwarantują ją za każdym razem. Pozdrowienia dla wszystkich jaskiniowych babeczek.

 

Relacja: Kasia Witkowska

Same baby w Szczelinie Wojcieszowskiej

Dodał Ewelina Raczyńska, 1 czerwca 2016 Kategorie: Aktualności, Działalność krajowa, Ważne Komentarze: 1

W sobotni, majowy (20-21/05/2016) dzień stado klubowych świnek morskich opuściło bezpieczną, miejską kryjówkę i pognało do Szczeliny Wojcieszowskiej. Po co? Zapewne po emocje, żeby zatęsknić za codziennością i na chwilę zniknąć z powierzchni Ziemi. A dla nas była to okazja do odświeżenia technik linowych bez wzroku płci męskiej.

Zgodnie z planem o godz. 10.30 odbyłyśmy w kamieniołomie szybkie szkolenie BHP z miłym i wysoce zainteresowanym naszą, babską akcją panem. Przebrałyśmy się w pobliżu samochodu, wiadomo – aby nie nosić zbędnych rzeczy. W ruch poszły torebeczki, torebki, worki pełne sprzętu, spinek do włosów, butów na wysokim obcasie oraz takich tam kobiecych akcesoriów niezbędnych do zrobienia przejścia. Po godz. 11 pierwsza z nas zjechała do otworu. Rozpoczynamy!!!

Przy zjeździe wiatr niósł informację, na szczęście donikąd, że zabrane liny nie nadają się do niczego, bo blokują rolkę i shunta nie można wpiąć. Pisząc delikatnie. No złe liny… Dalej było już tylko lepiej. Dziewczyny świetnie zaporęczowały jaskinie. Nawet w słynnym zacisku pipie pipie poszło zgrabnie. Jak to mówią na dno szybko można się stoczyć. W przerwach nie obyło się bez kobiecych pogawędek o lumenach i czołówkach, kablach, dzieciach i skarpetach. Zachęcam, tych którzy jeszcze nie byli w tej dziurze, warto odwiedzić Szczelinę, bo zjazd po ślicznych naciekach w Studni z Kaskadami robi wrażenie. Po ok. 3 godzinach akcji wszystkie szczęśliwie dotarłyśmy do partii Biało-Czerwonych. Kasia namawiała nas żebyśmy zeszły jeszcze metr, na szczęście Przepiórka poczęstowała ją czekoladą dodając „zjedz bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć”. Tym śmiesznym akcentem rozpoczęłyśmy odwrót. Kto wlazł musi wyjść, tym razem bez pomocy grawitacji. Co wydarzyło się w drodze na powierzchnie? Otóż: zacięcie crolla, pipa pipa nie puszcza, szpeje ciężkie, wody brak. Techniki jaskiniowe dla kobiet- tego nie uczą nawet na kursie SGW a jest co opisywać: transport szpeja przez zacisk (2 osoby), szpeje na pierwszym trawersie (zrzucone na dno bo za ciężkie), transport szpeja przez kolejny trawers (3 osoby plus wpięcie wora w węzeł i przeciąganie na drugą stronę). Słaba płeć? Ale i tak dałyśmy rade!

Przyznam, że przyjemnie było znaleźć się znów na trawie. Nawet wszechobecny w kamieniołomie pył był miły i nie przeszkadzał. Potem było już tylko piwko i pyszny obiad z dzika. Część ekipy wróciła do Wrocławia a reszta została w gościach u Bobrów. Jedno jest pewne trzeba to będzie powtórzyć z inną jaskinią.

Udział brały: Dagmara (kierownik wyjścia), Marta, Ewa, Kasia, Dominika.

Relacja: Dominika Wierzbicka

 

W Wielkiej Śnieżnej raz jeszcze

Dodał Ewelina Raczyńska, 5 lutego 2016 Kategorie: Aktualności, Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

No więc stało się,

W dniach 30.01-2.02. 2016 odbyły się kolejne działania jaskiniowe naszego Klubu. Odwiedziliśmy ponownie partie Wrocławskie w jaskini Wielkiej Śnieżnej. Niskie stany śniegu w Tatrach okazały się nieco mylące, bo przy otworze było nawiane jak za dawnych dobrych czasów, gdy zima była zimą. Rura wejściowa też nie przypominała szerokiego korytarza jak to ostatnimi laty bywało.

W wyjściach udział wzięli: Paweł Mazurek, Szymon Sośnicki, Marek Tarnowiecki, Łukasz Chrzanowski, Grzegorz Hołowiak i niżej podpisany Przemysław Skowroński-kierownik.

 

 Kopiąc igloo….
20160130_143755
                                                                        
 
20160130_142725
                                Zawodnicy:)

Nurkowanie w Syfonie Krakowskim i Magdy

Dodał Ewelina Raczyńska, 18 października 2013 Kategorie: Aktualności, Działalność krajowa Brak komentarzy

W słoneczny weekend 5/6 października 2013 roku wybraliśmy się czteroosobową grupą w składzie Ewelina Raczyńska, Michał Piąstka, Zbyszek Tabaczyński oraz Maciek Czykierda do jaskini Wielkiej Śnieżnej.

Cel: Przenurkowanie dwóch syfonów znajdujących się poniżej II Biwaku: Krakowskiego i Magdy, a potem rekonesans dojścia do trzeciego syfonu – Mysiego.

Pierwsze dwa syfony zostały po raz pierwszy pokonane przez Andrzeja Stupaka w 1991 roku. Za nimi znajduje się trudno dostępny syfon Mysi, odkryty w 2003 roku przez Michała Gignala, a wyeksplorowany przez Mirka Kopertowskiego w 2007 roku do głębokości 20 metrów.

Podejście pod otwór przy pięknej jesiennej pogodzie nie dało się nam we znaki. Na Suchym Biwaku zostawiliśmy część ekwipunku i z minimalną ilością sprzętu nurkowego dotarliśmy do miejsca, które zwykle służy nurkom za przebieralnię. Syfon Krakowski był dosłownie za rogiem. Wcisnąłem się w moją starą piankę, przygotowałem wszystkie klamoty nurkowe i wskoczyłem do o dziwo nie tak bardzo zimnej wody. Niestety plan dotarcia do Syfonu Mysiego nie udał się: zapieraczka w pojedynkę wydała mi się zbytnio ryzykowna.

 

                                                       Fot. W drodze

Wyszliśmy z jaskini w niedzielę około południa, trochę wygłodniali i zmęczeni. Pożegnaliśmy się ze Zbyszkiem i jak to jest w zwyczaju udaliśmy się na obiad do Józefa. Podróż powrotna odbyła się bez przeszkód (pomijając standardowe korki na dojazdach do bramek autostradowych…)

Podziękowania dla całej ekipy za udany wyjazd i pomoc w transporcie sprzętu!

Maciek Czykierda

Kilometr w weekend – Jaskinia Niedźwiedzia

Dodał marek, 18 stycznia 2013 Kategorie: Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Od odkrycia Sali Mastodonta, którego dokonaliśmy 2.05 tego roku minęło trochę czasu, tak że zdążyliśmy nieco ochłonąć i przyzwyczaić się do nowego oblicza Jaskini Niedźwiedziej. W trakcie kilkunastu kolejnych wejść, które odbywały się praktycznie co weekend w sobotę i niedzielę wykonywaliśmy pomiary nowoodkrytej sali oraz dokumentację fotograficzną. Szybko stało się jasne, że taka olbrzymia podziemna pustka nie wzięła się sama z siebie i kontynuując eksploracje powinniśmy odkryć kolejne korytarze.

Czytaj dalej

Jaskinia Niedźwiedzia z nową salą

Dodał marek, 31 maja 2012 Kategorie: Działalność, Działalność krajowa, Ważne Brak komentarzy

Działając na mocy zezwolenia wydanego przez Regionalną Dyrekcje Ochrony Środowiska we Wrocławiu członkowie Sekcji Grotołazów Wrocław oraz Sekcji Speleologicznej „Niedźwiedzie” dokonali odkrycia nowych partii Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie. Czytaj dalej