Tradycyjne Spotkanie Wigilijne SMN – 19 Grudnia 2017

Dodał Emil Hamera, 5 grudnia 2017 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

Serdecznie zapraszamy Wszystkich na tradycyjne Spotkanie Wigilijne SMN. spotkanie odbędzie się 19 grudnia o godzinie 20:00 w lokalu klubowym przy ulicy Góralskiej 38. bardzo prosimy o przekazanie Zaproszenia wszelkim zainteresowanym.

Zarząd SGW

 

 

 

Zmarł Jan Trumpus

Dodał Emil Hamera, 26 października 2017 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

Zmarł Jan Trumpus.
Wieloletni   Członek Sekcji Matki Naszej. Niezmiernie zasłużony dla eksploracji  Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie.  Przez wiele lat był pierwszoplanową  postacią w środowisku ludzi zajmujących się działalnością jaskiniową w Masywie Śnieżnika,  aktywizującą  lokalne środowisko  grotołazów. Był inicjatorem szeregu przedsięwzięć eksploracyjnych. Człowiek niezwykle życzliwy i błyskotliwy, nieoceniony towarzysz.
Będzie Go  nam bardzo brakowało.

Jan Trumpus zostanie pochowany we Wrocławiu na Cmentarzu Grabiszyńskim w piątek 27 października o godz. 15.00.
Wojtek Augustyn

 

SGW na rajdzie „Tropiciel”po raz drugi – relacja

Dodał Ewelina Raczyńska, 23 maja 2017 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

Sekcja Grotołazów Wrocław po raz kolejny obstawiała jeden z punktów zadaniowych na Tropicielu. Ten przygodowy rajd na orientację odbył się w okolicach Czeszowa- 40 km od Wrocławia.

Grotołazi przygotowali atrakcje linowe- tyrolkę, symulację przejścia przez jaskiniowy zacisk, kurs wiedzy teoretycznej o szacie naciekowej jaskini, oraz praktyczny kurs planowania biwaków podziemnych.
A w tym czasie nasze zawodniczki uczestniczyły w zawodach.
Nasz punkt odwiedziło 136 drużyn startujących na różnych dystansach 20, 40, 60km i jeszcze osobno startowały ekipy rowerowe.

#Tropiciel – Przygodowy Rajd na Orientację
#Sekcja Grotołazów Wrocław

 

t22

SGW na rajdzie „Tropiciel”

Dodał Ewelina Raczyńska, 8 czerwca 2016 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii, Ważne Brak komentarzy

O godzinie 18.00, według ustaleń, postawiliśmy punkt „H” w pełnej gotowości i oczekiwaliśmy pierwszej drużyny. Spodziewaliśmy się jej około 20.00. Mniej więcej o tej właśnie porze się zjawili.. a potem kolejni i kolejni.. i się zaczęło. Jak się okazało, chwilę na odpoczynek mieliśmy dopiero po 6.00 rano!

 

Zadanie na naszym punkcie trzeba było sobie wylosować – spośród czterech, które oznaczone były przyrządami: poignee, shunt, croll i rolka. Mimo szczerych chęci z naszej strony, sugerowania najłatwiejszych i zmieniania oznaczeń i tak najcześciej drużyny wybierały najtrudniejsze i najbardziej czasochłonne – wejście po prusikach i sprawdzenie co kryje się w zawieszonej na drzewie czarnej torbie.. Niestety nie było tam cukierków, jak niektórzy sądzili – pomyślimy o tym następnym razem!

Najrzadziej wybierane było zadanie z węzłami, a szkoda, bo to właśnie jego dotyczył przeciek. Za to prawie nikt nie miał z tym większych problemów!

Najwięcej emocji dostarczyło zadanie z zaciskiem i to tutaj padało najczęściej zadawane nam pytanie: „mamy przez to przejść??” Przechodzili!

Czwarte zadanie, przejście przez most linowy, nie było takie łatwe, o czym przekonali się Ci, którzy zostali wytypowani do jego zrobienia. Górna lina była specjalnie luźna i nie pomagała w przejściu. Byli tacy, co uparli się przejść to sami i zawisali raz brzuchem, raz plecami nad ziemią. Ostatecznie chodziło o to, żeby pozostali członkowie drużyny pomagali i podpierali z dwóch stron. Sposoby na to były różne – zdarzało się, że ktoś był całkiem niesiony na plecach!

Niektórzy z jękiem rozpaczy witali nasz punkt, szczególnie o 5.00 nad ranem. Na szczęście byli i tacy, którzy specjalnie zostawali u nas dłużej, żeby zaliczyć pozostałe zadania.

Tropiciel 2016

 

A teraz dobra wiadomość – nie trzeba czekać do kolejnego „Tropiciela”, żeby powisieć na linie albo zmierzyć się z zaciskiem. Zapraszamy do nas do klubu i na kurs! Takie atrakcje mamy tu na co dzień, a od Święta dużo, dużo więcej!

Zdjęcia drużynowe i z wykonywania zadań na naszym profilu na fb: https://www.facebook.com/SekcjaGrotolazowWroclaw/

SGW na pikniku „4 żywioły” – zaproszenie

Dodał Ewelina Raczyńska, 18 kwietnia 2016 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii Brak komentarzy

W najbliższą sobotę 23.04 będzie można nas spotkać na terenie parkingu Centrum Handlowego Borek, gdzie odbędzie się Piknik 4 Żywioły.

W ramach żywiołu Ziemia, razem ze Speleoclub Wroclaw, będziemy opowiadać o wyprawach do wnętrza Ziemi, jak sięgnąć dna i kto może zostać troglodytą.

Zapraszamy!

My będziemy tam w sobotę, a na niedzielę zapraszamy w imieniu Speleoclubu Wrocław.

 

plakat_zywioly

Walne Zebranie 2016

Dodał Ewelina Raczyńska, 3 marca 2016 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii Brak komentarzy

 

 

 

 

 

 

W imieniu obecnego Zarządu chciałabym wszystkich poinformować o zbliżającym się Walnym Zebraniu Członków Sekcji Matki Naszej, na którym to zostanie wybrany nowy zarząd i komisja rewizyjna.
Data zebrania przewidziana jest na dzień 13 kwietnia 2016 roku, na godzinę 18:00. Tym razem odbędzie się ono w dużej sali wykładowej, w Instytucie Biologii Środowiskowej, Uniwersytetu Wrocławskiego na ul. Sienkiewicza 21 (obok Ogrodu Botanicznego).

Przypominam, że aby wziąć czynny udział w zebraniu należy być członkiem klubu i nie zalegać ze składkami.

Zapraszam do wglądu statutu Sekcji, aby każdy członek był świadomy praw i obowiązków.

W razie pytań lub wątpliwości, proszę pisać na maila: sgw@sgw.wroc.pl

 

Z taternickim pozdrowieniem

W imieniu Zarządu

Ewelina Raczyńska

60-lecie Sekcji Matki Naszej

Dodał Ewelina Raczyńska, 18 października 2015 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii komentarze 2

W sobotę, 3 października 2015 r. odbyło się wielkie świętowanie 60-lecia klubu SGW. To doniosłe wydarzenie w dziejach Sekcji Matki Naszej miało miejsce w schronisku „Orzeł” w Górach Sowich. Wesoła, głośna, a zarazem sentymentalna impreza  na długo pozostanie w sercach biorących w niej udział członków Sekcji oraz licznych gości.

To zacne wydarzenie zawdzięczamy Kasi Witkowskiej – wieloletniej członkini SGW, która brawurowo je zorganizowała. Dzięki niej  wielu starszych klubowiczów spotkało się po latach, a grotołazi mogli wymienić się doświadczeniem, wysłuchać ciekawych historii o dużych odkryciach jaskiniowych oraz powspominać dawne czasy.

Obchody trwały od samego rana. Rozpoczęły się mszą świętą w kościele Św. Marcina w Sokołowcu. Msza została odprawiona w intencji zmarłych grotołazów. Następnie, po przepysznym obiedzie, wszyscy obecni zebrali się na pokazach filmów, zdjęć z wypraw i akcji jaskiniowych. Prelegenci z entuzjazmem opowiadali o szczegółach swoich dokonań. Po kolacji obecny prezes klubu SGW Krzysztof Furgał oficjalne ogłosił rozpoczęcie obchodów 60-lecie klubu SGW.

Nie zabrakło licznych przemówień i wspomnień. Głos zabrali m.in. prezes, Piotr Wojciechowski, Krzysztof Cena. Po przemówieniach, ku zaskoczeniu uczestników jubileuszu, szczególnie tych najmłodszych, wspaniali i cenieni, z dużym stażem grotołazi zorganizowali prześmieszny spektakl – Trio Marconi, w składzie: Piotr Wojciechowski, Krzysztof Cena, Janusz Fereński, Mateusz Jodłowski, Kazimierz Sokołowski, Jerzy Stryjecki, Zbigniew Kościelny. Cała sala miała niesamowitą zabawę, wybuchy śmiechu co chwilę przerywały przedstawienie.

Roman Bebak przygotował specjalnie na imprezę zagadkę ?zdjęciową?. Na pięknie oprawionej fotografii widać było grotołaza wspinającego się po drabince w ?jakiejś? jaskini… Należało odgadnąć, kim jest ten grotołaz. Jak się okazało, nikt nie zgadł, więc nie podam odpowiedzi, a znam ją na pewno:)

W trakcie obchodów zorganizowano również zbiórkę pieniędzy, przeprowadzając aukcję (przedmiotem aukcyjnym była 3-litrowa butelka Jack Daniell’s). Pieniądze z aukcji zostaną przeznaczone na cele statutowe.

Oczywiście 60-lecie nie mogło obyć się bez muzyki. Były tradycyjne pieśni grotołazów oraz  skoczna muzyka, przy której klubowicze bawili się do białego rana. Nieobecni mogą tylko żałować, że ich tam nie było:)

Z taternickim pozdrowieniem
Dagmara Zadrożna

 

 

 

Zmarł Marek Mich

Dodał Ewelina Raczyńska, 24 lipca 2015 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii Brak komentarzy

Z przykrością informujemy, iż  zmarł nasz drogi przyjaciel śp. Marek Mich.
Pogrzeb odbędzie się w piątek (24.07.2015 r.) o godzinie 09.00 na cmentarzu Komunalnym w Leśnicy przy ul. Trzmielowieckiej.

„Umiera się nie po to, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej”
Paulo Coelho

Katharsis wg Kursantki

Dodał Ewelina Raczyńska, 22 kwietnia 2015 Kategorie: Bez kategorii, Działalność szkoleniowa Brak komentarzy

Długo zbierałam się, żeby napisać co nieco o obozie letnim w Tatrach w 2014 r. Mój pierwszy tekst miał za dużo cytowań z literatury i nie mógł zostać upubliczniony. Nie umiałam nazwać tego co przeżyłam będąc tam, nie mogłam znaleźć słów, które w sposób dokładny oddałyby to co czułam. Prawie po roku udało mi się odnaleźć właściwe słowo – KATHARSIS*. Bynajmniej znałam to słowo wcześniej ale nie przywiązywałam do niego zbyt dużej wagi. Prawdopodobnie dlatego, że nigdy wcześniej nie doświadczyłam emocji, które ono reprezentuje. Po kolei…

 

Przygotowania do wyjazdu jak zawsze były bardzo emocjonujące. Jak każdy wyjazd do którego człowiek się przygotowuje na 48h przed godziną zero zaczynają biegać Ci po brzuchu małe zajączki. Tu i ówdzie leży już część rzeczy (żebym nie zapomniała to zostawię już te buty na wierzchu). Przestrzeń życiowa zaczyna Ci się zmniejszać a sprzęt przejmuje władzę nad Twoim domem rozkładając swoje macki tu i ówdzie. Czasami powodując w środku nocy krzyk – Ałaaaaaa! znowu zostawiłaś tej szpej pod nogami!. Z czasem się przyzwyczajasz. Najgorsza jest ta noc przed wyjazdem. Czujesz jak rozrywa Cię od środka. Po prostu wulkan emocji. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zupełnie nic nie możesz z tym zrobić. To minie samo, dopiero kiedy wyruszysz w podróż. Ciężko Ci zasnąć. Tysiące razy w myślach przebiegasz czy na pewno zabrałeś ze sobą wszystko. Czy na pewno w plecaku leży szczoteczka do zębów i plastry, nóż, przeciwbólowe, skarpetki, majtki, delta, lonżyk i kombajn…Czy wzięłam kombajn? A gdzie wpakowałam wewnętrzny? A kalosze….? Jakoś udaje Ci się zasnąć, choć śpisz jak w letargu. W napięciu i budzisz się przed budzikiem w obawie, że przegapisz godzinę odjazdu. Jak wstajesz to ciężko jest coś zjeść. Nic nie pasuje. Za wcześnie. Kto jada śniadanie o 4:00 nad ranem?! Wchodzi Ci tylko jogurt jeśli masz jakiś w lodówce, która świeci pustkami bo przecież wyjeżdżasz na tydzień lub dłużej i nic nie może w niej zostać. Ewentualnie herbata. Tylko nie zapomnij wypłukać kubka bo pleśń się zalęgnie! Wreszcie, jest…udało się! Jedziesz! Już w drodze i tak okazało się że czegoś nie wziąłeś. ZAWSZE coś zostanie w domu. Nie ważne , że jeździsz na tę wyprawę od lat i zawsze bierzesz to samo. ZAWSZE coś zostanie, i zawsze jest to coś innego. Każdego roku jakaś z twych rzeczy zostaje osamotniona i porzucona. Zazwyczaj już w połowie drogi godzisz się z tym, że zobaczysz ją za kilka tygodni. Przyjeżdżasz na miejsce do bazy. Nagle jak ręką odjął zajączki idą precz. Niepokój zostaje zastąpiony przez spokój. Zapada harmonia. Zupełna harmonia. Jesteś Ty, jest TU i TERAZ. Są góry. To najważniejsze. Wszystko potem jakoś się ułoży.

 

W Tatrach byłam po raz pierwszy w życiu w wieku 24 lat. Straszne, prawda? Też tak uważam.

Widziałam ogrom tych gór i zastanawiałam się co się wydarzy i jak to będzie. Założenie kursowe – zrobić 5 letnich przejść. Mój cel? Zrobić choć jedno…Naprawdę. Zastanawiałam się czy w ogóle dojdę pod jaskinię. Pierwsza jaskinia do jakiej poszliśmy to Ptasie Studnia.

Zastanawiałam się czy dojdę do jaskini- doszłam. Sukces!

Zastanawiałam się czy zejdę na dno jaskini – zeszłam. Sukces!

Zastanawiałam się czy wyjdę z jaskini – wyszłam. Sukces!

Zastanawiałam się czy zejdę do bazy – zeszłam. Sukces!

Matko aż tyle sukcesów jednego dnia! To chyba był dzień, w którym osiągnęłam najwięcej sukcesów w życiu w tak krótkim czasie. Już tam pierwszego dnia zaczęło się moje Katharsis. Byłam skrajnie z siebie zadowolona. Ja – dałam radę! Zaliczyłam jaskinię! ŁAŁ! Plan zrealizowany a jak coś się jeszcze uda zrobić to będzie dobrze. Oprócz oczyszczenia doznałam także innych emocji. Okazało się bowiem, że się boję. Boję się bardzo. Stromości, przepaści i wąskich ścieżek. Boję się tego, że się potknę ( mam słabe nogi) przewrócę się i spadnę w przepaść. Po prostu, że będzie po mnie. Spanikowałam do tego stopnia, że nie byłam w stanie zrobić kroku dalej. Wtedy zawołałam Krzysia.

– Krzysiu!

– co się stało? – odkrzyknął Krzyś prowadząc grupę na przodzie.

– mógłbyś tu przyjść?! -(przecież wstyd drzeć się przed całą grupą, że się boję!!!)

– już idę – odpowiedział.

– co się stało? – zapytał

– bo ja się boję takich dużych otwartych przestrzeni i wąskich ścieżek. Mógłbyś iść tuż przede mną?

(wydawało mi się, że jeśli ktoś idzie przede mną to w jakiś sposób mnie uratuje od sturlania się i niechybnej śmierci w razie potknięcia)

– nie ma problemu. To co idziemy?

No i poszliśmy. Ale to nie jedyna przygoda, którą Krzyś ze mną miał podczas tego wyjazdu…

Wieczorem po przyjściu do bazy w ruch poszły wszystkie maści jakie miałam. Kolana posmarowane, magnez wypity. Można odpoczywać. Na szczęście mieliśmy dzień restu, bo jak się okazało następnego dnia rano – ledwo mogłam się ruszać.

Potem przyszła kolej na Jaskinię Marmurową. Znowu tym znienawidzonym przeze mnie szlakiem. Ale już troszkę bliżej niż ostatnio. Znowu te same dylematy – dojdę? wejdę? wyjdę? zejdę?. Znowu kolejny dzień i kolejne sukcesy na koncie. Ale i tu się nie obyło bez problemów. Podczas powrotu zastała nas burza. Ale nie jakaś tam burza. Konkretna. Z piorunami strugami deszczu jak z Niagary i potokami błotnymi na ścieżkach. A o ile wchodzę wolno to schodzę jeszcze wolniej(kolana). No i tak na odkrytej przestrzeni idę sobie ja z wodą w butach a przede mną co jakiś czas czeka na mnie Krzyś. Wokół walą pioruny a my nawet nie mamy się gdzie schować. Zupełnie. Pozostaje tylko iść w dół, dół, dół. Kiedy weszliśmy w las, dogoniła nas inna ekipa. Kolega Mazurek wziął na siebie plecak Krzysia a Krzyś wziął mój. To troszkę przyśpieszyło tempo schodzenia ale i tak nie zmieniło faktu, że byłam daleko w tyle i na ostatnim kilometrze mimo że był prosty i równy nie udało mi się dogonić ciągle oddalających się głów.

Potem znowu dzień restu. Następnie zostałam kierownikiem wyjścia. Żeby atrakcji i stresów było mało było to wyjście na dwie ekipy ( każda ze swoim kierownikiem wyjścia) wraz z noclegiem w jaskini. Dużo by tu mówić – przyjedźcie i zobaczcie poczujcie ten klimat sami – przecież nie mogę wam zdradzić wszystkiego! 😉 Akcja udana! Wszyscy wrócili cali i zdrowi.

Dzień restu i na koniec ostania jaskinia Śnieżna. Właściwie wisienka na torcie, gdyby nie fakt, że z początkowej grupy 5 osób zostałam Ja, Marta i Łukasz. Uszczuplenie ekipy wpływa dość na morale grupy ale to jeszcze dałoby się jakoś przeżyć gdyby nie fakt przedawkowania przeze mnie magnezu… Czym się to kończy? Poczytajcie a dowiecie się jaki dramat przeżyłam…. Akcja udana wszyscy cało i zdrowo wrócili do domów :)!

 

Plan wykonany w 500%. Liczyłam na jedno przejście zrobiłam 5. Kolana bolały horrrrendalnie przez 3 tygodnie( najdłuższy uraz w życiu). Do tej pory dają o sobie znać, więc muszę dbać o nie potrójnie. Czy było warto? TAK! Nie oddałabym żadnej ze spędzonych tam chwil , nie wymieniłabym ani jednej sekundy za miliony dolarów. To czego tam się doświadcza jest bezcenne i jedyne w swoim rodzaju.

 

Życzę wam wszystkim z całego serca, abyście mogli doświadczyć takiego Katharsis, oraz aby towarzyszyli wam tacy ludzie jakich udało mi się spotkać na mojej drodze życia.

 

 

z pozdrowieniami dla was

Magdalena Szpunt

 

 

*Katharsis (gr. oczyszczenie) ? uwolnienie od cierpienia, odreagowanie zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń. Elementy od których katharsis oczyszcza uprzednio podlegają kontroli mechanizmów obronnych, ego lub kontroli społecznej (persony jednostki); Uwolnieniu podlegają przede wszystkim kompleksy psychiczne, które dezorganizowały funkcje ego i niepokoiły świadomość.

źródło: www.wikipedia.pl

Zmarł Romek Chalimoniuk

Dodał Ewelina Raczyńska, 28 sierpnia 2014 Kategorie: Aktualności, Bez kategorii Komentarze: 1

Z przykrością informujemy, iż po długiej chorobie zmarł nasz wspólny przyjaciel i zasłużony członek Sekcji, śp. Romek Chalimoniuk.

Ania Kraszewska przekazała nam informacje dotyczące pogrzebu. Poniedziałek 1 września o 12:00 odbędzie się kremacja w krematorium Kiełczów, we wtorek natomiast 2 września o 13.20 Msza Św, w kaplicy cmentarza na Osobowicach, potem ok 14 :00 pogrzeb.

„Bóg go przyjmie, my Romka nie zapomnimy.”